piątek, 19 grudnia 2008

jakieś 10,5h

tylko 10,5h do odjazdu....Najlepsze jest to, że tak odliczałam ten czas i tak się cieszyłam a teraz wcale nie chce mi się nigdzie jechać....w ogóle nic mi się nie chce....rany....takiego bubla jak dziś chyba nikt nigdy nie wydał....nie chce mi się nawet o tym wszystkim pisać i myśleć, bo popadnę w jeszcze większą deprechę.... mam tylko nadzieję, że nie będę miała już więcej nocnych koszmarów związanych z tym projektem..hmm a może się mylę i prawdziwe koszmary dopiero zaczną się....nie wiem....wkurza mnie to, że nie mogę się uwolnić od tych głupich myśli co było źle itd....ciągle wiszą nade mną....Może zna ktoś jakiś sposób jak się uwolnić od stresu??????? Najchętniej pojechałabym pod pewien adres i wpierdzieliła komuś zdrowo....ale pewnie i tak to wszystko ujdzie mu na sucho...bo w końcu nie ma sprawiedliwości na tym świecie, prawda? Pojęcie sprawiedliwość musiało chyba przyjść do nas z jakiegoś innego wymiaru, z innego świata, z innej planety, bo w tym świecie panuje niesprawiedliwość.....ech do dupy to wszystko........

Brak komentarzy: