poniedziałek, 27 października 2008

Rodzice w Berlinie :-)

Nie jak zwykle w niedzielę, ale w dziś będzie streszczenie z pobytu gości. W środę wieczorem przyjechali rodzice. Nie jak zwykle na Hauptbahnhof ale na Gesundbrunnen (co jak sprawdziłam oznacza ŹRÓDŁO ZDROWIA) bo do 13 grudnia pociągi z W-wy będą właśnie tam przyjeżdżały i stamtąd odjeżdżały. Przywieźli wałówkę taką, że czułam się jak bym była nie 600 km ale co najmniej 6000km od domu i jak bym była ostatnio w Polsce z 10 lat temu ;-) Ale baaardzo przyjemnie było zjeść polską kiełbaskę myśliwską, szyneczkę, ogóki kiszone ;-) śledzie (hmmm no chyba że mama serio potraktowała to, że jestem w ciąży hihihi), prawdziwy chleb razowy no i przede wszystkim ser biały :-))) W czwartek i piątek musieli chodzić sami po mieście bo ja siedziałam w pracy....i to niestety w pt dosyć długo....Na szczęście sobotę miałam wolną i przegoniłam ich po mieście ;-) Pokazałam biuro - mieliśmy szczęście bo spotkaliśmy Marka który pracował w sobotę więc rodzice zobaczyli dokładnie gdzie pracuję oprócz tego że zobaczyli okolicę :-)
FOTORELACJA
Oto grzybek który jest niedaleko biura:
Codziennie rano przechodzę przez plac zabaw: biuro z zew: w środku Potem pojechaliśmy w okolice Zoologischer Garten, do zniszczonego kościoła, który jak się dowiedziałam nie został odnowiony po wojnie, żeby przypominać ludziom o tym, że wojna jest zła i tylko niszczy.... Potem obowiązkowo był Tiergarten, Anioł a potem jedzenie na Kreuzbergu u Turka. Mieliśmy szczęście bo akurat jak byliśmy u Turka, przyszła Turecka Młoda Para :-) ze świadkami. Panna Młoda w długiej, białej sukni z czerwonym 'workiem' na głowie...żeby inni faceci jej nie oglądali. Chyba taki u nich zwyczaj że w dniu ślubu tureckie młode pary chodzą do knajp bo nikt się nie zdziwił jak weszli, tylko ja robiłam fotki ;-) Acha Panna Młoda jak zasiadła do stołu to trochę sobie odchyliła ten worek z twarzy, tak żeby móc jeść ;-) W niedzielę był Aleksanderplatz i Reichstag: Ratusz - 'czerwony dom' na Aleksanderplatz: A to już na mojej ulicy i mój blok
Potem odwiozłam rodziców na pociąg i pojechałam do pracy....bo dziś było wydanie...ale przynajmniej nie było mi tak smutno - pogadałam sobie z Torstenem i potem oczywiście jechałam Porsche :-)
Tak wygląda biuro wieczorem:
To mój "szifo" Uncle-Torsten jak ciężko pracuje w niedzielę(w tle widać kompa Torstena - maca - Torsten jest fanem apple :-)) a ja pracuję obok:
A to Porsche Torstena i kawałek Torstena:

a to Torsten w kasku i z kamizelką Buro Happold :-)

2 komentarze:

zosik pisze...

Hehe, fajne fotki z rodzicami masz. Ciekawe czy im się podobał Berlin? Napisz mi:-) A Ty jaka fąfę w szpilkach i kiecce po mieście łazisz!?!?nieźleee:-PP Ładnie wszyscy wyglądacie, ciocia ma ładne długie włoski! Buziaki dla wszystkich:-**

Gosia pisze...

No chyba się podobał, ale to pytanie musisz zadać mojej mamie :-) wiem tylko, że ma odciski na nogach od chodzenia ;-)- Duduś zresztą też :-)
A ja se pomykałam w szpileczkach a co :-)? W Berlinie w końcu jestem no nie hie hie hie ;-)